Przejdź do treści

KOREA POŁUDNIOWA/ SZKIC/ OPINIA

    Lot jest bardzo długi, do Seulu trwał ok. 12 godzin, a powrót zajął prawie 13 godzin.

    T

    Korea Południowa to niewielki kraj, będący mieszanką tradycji i nowoczesności.  Trzeba powiedzieć, że nasza krótka wycieczka pozwalała zobaczyć zarówno wielowiekowe zabytki, jak i zdobycze współczesnej technologii, oszałamiające miasta. Ich nowoczesność i czystość powalają na kolana. Niebotycznie strzeliste wieżowce, przeszklenia, designerskie zaskakujące wnętrza są wszędzie, w każdym dużym mieście w niewyobrażalnych ilościach. Absolutną wisienką na torcie jest modernistyczna księgarnia w Seulu. Korea, to po prostu całe dzielnice wielkości niewielkich miast ulokowane w wieżowcach. Czystość szokuje, a co ciekawe nigdzie nie ma koszy na śmieci. Człowiek się zastanawia, jak oni to robią i gdzie do jasnej Anielki mogę wyrzucić skórkę od banana albo ogryzek. Toalety są czyściutkie, jest ich pełno, bywają … tak! podgrzewane i zawsze są bezpłatne. Gdybym miała opisać metro krótko i treściwie to: klękajcie narody! Ludzie ustawiają się karnie w swoich maseczkach w kolejce. Nie ma żadnych przepychanek mimo masy oczekujących, trasa przejazdu wyświetlana jest także po angielsku. W Seulu, gdzie nie dostałyśmy się do wagonu, kolejny przyjechał po całych 3 minutach czekania. Stacje metra wyglądają czasem jak dzieło sztuki, są zdobione rzeźbionym szkłem, ze street arte -m na ścianach, a czasem zaaranżowane są enklawami zieleni, przypominającymi mini ogrody. Naprawdę robi to ogromne wrażenie.

    Bezproblemowy dojazd do centrum Seulu. Bilety ( jakby plastik) kupuje się na stacji i co ciekawe objęte są one kaucją ( 1/3 ceny) , którą odbierzemy po wrzuceniu biletu do specjalnych automatów przy wyjściach ( ochrona środowiska na najwyższym poziomie).

    I ta nowoczesność w rozmiarze XXL w połączeniu z zabytkami wielowiekowej kultury to coś co zadowoli nawet bardzo wybrednego turystę. Koreańczycy często przebierają się w swoje tradycyjne stroje ( mają wtedy darmowe wejścia do pałaców, czy to nie kolejny genialny pomysł, a zarazem   promocja? ) i tak chadzają sobie wszędzie, także po centrach miast, a turyści sięgają natychmiast po aparaty.

    W Busan w pierwszy wieczór udałyśmy się na wieżę widokową (tuż obok hotelu!), skąd roztacza się fenomenalny panoramiczny widok na zjawiskowo oświetlone miasto. Widać budynki, mosty, otaczające miasto Morze Japońskie, są punkty widokowe, gdzie można zrobić sobie świetne selfie. Córka tam szalała, ja co nieśmiało przyznam, też. Co jakiś czas uruchomiany jest efekt sztucznych ogni, widocznych tylko dla tych, którzy znajdują się w punkcie widokowym. Normalnie Ameryka, tylko że w Korei!

    I jeszcze jedna mega atrakcja, z którą spotkałam się po raz pierwszy. Otóż piętro niżej na ekranach na ścianach znajdują się przepiękne zdjęcia Busan robione z dronów, a pośród tego latają takie jakby samolociki – smerfy. Po przyłożeniu twarzy ( jest zaznaczone miejsce, max 4 twarze ) pojawiają się one na ekranach i tak sobie latamy solo lub w duecie po ekranowym Busan. Trudno opisać nasze emocje kiedy automat to wypluł. Zobaczyłyśmy siebie i zaczęłyśmy jak szalone robić zdjęcia naszych twarzy pojawiających się na ekranie. To naprawdę trzeba przeżyć. Kolejne piętra to lustra zniekształcające, kolejne to jeszcze inne atrakcje. Wieża to w Busan absolutne must see.

    Drugi wieczór Busan

    Pojechaliśmy taksówką na lokalną atrakcję znaną z Tik Toka, jaką są kolorowe wagoniki, zwane SkyCapsule. Są one symbolem miasta, maleńkie, w cudnych pastelowych kolorach. Ich szyny stwarzają wrażenie zawieszonych w powietrzu, a podczas jazdy można się delektować widokiem linii brzegowej i miastem Busan z lotu ptaka. Szokiem było dla nas ultranowoczesne molo wyglądające jak trójramienny most wbity w morze z miniaturkami spacerujących po nim ludzi. W drodze powrotnej ( powrót pociągiem w kilka minut do punktu wejścia do kolejki) ten molo- most był dodatkowo oświetlony. Tu widać jak na dłoni jakim technologicznym tygrysem jest Korea. Polecam, bo jest to coś innego i naprawdę zachwycającego. Wagoniki mają ogromny urok same w sobie, coś jak tramwaje w Lizbonie.

    W ostatni wolny dzień w Seulu pojechałyśmy metrem do centrum, a potem udałyśmy się na jedną z najwyższych wież widokowych N Seul Tower. Roztacza się z niej panoramiczny widok na miasto. Warto kupić kawę w kawiarni i delektować się widokiem, bo naprawdę jest czym.

    Na kolację we własnym zakresie postanowiłyśmy spróbować słynny koreański grill. Pilotka poleciła nam knajpkę obok hotelu ( musiałyśmy czekać na stolik, wszystkie miejsca były zajęte przez Koreańczyków).

    Koreański grill to nie tylko jedzenie, ale atrakcja sama w sobie, można chyba nawet powiedzieć rytuał. Zamówiłyśmy wołowinę, kelner przyniósł pokrojone kawałki wraz z dodatkami, a my same grillowałyśmy mięsko (kruche , soczyste i pyszne) w „ ognisku”  ulokowanym w środku stolika ( też zupełnie nowe doświadczenie).

    I było dla mnie czymś nowym, bo chociaż we Wrocławiu znajduje się wiele restauracji koreańskich, to akurat o tym nie miałam pojęcia. Zresztą porównanie jakiejkolwiek koreańskiej restauracji w Polsce do lokalnej knajpy na miejscu w Seulu żadne. Polecam.

    Nasza wycieczka była na przełomie kwietnia i maja. Pogodę miałyśmy wymarzoną, było ciepło, bez upałów, a noce chłodne.

    Reasumując mogę napisać, że wycieczka jest naprawdę ciekawa, program jest zróżnicowany, a sama Korea to  bardzo zaskakujący i egzotyczny kraj.

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *